poniedziałek, 15 stycznia 2018

I'm alive + Everyday heros 2018

Chomicza Dzielnica
Tak, żyję, żyję, w tej chwili mam się całkiem dobrze. Przepraszam, że tak Was zaniedbałam. W grudniu nie pojawił się ani jeden post, obecnie mamy 15 stycznia, a ja wracam do blogosfery. Miałam dosyć dłuższą "chwilę" zawieszenia, spowodowanego czymś co się zadziało w moim mózgu i sercu (?), a nie byłam już w tym stanie od bardzo dawna, ale spokojnie, już powoli wracam do siebie. A tak po za tym to wiecie - szkoła, odnajdywanie siebie, lenistwo...
Let's go!
Rok temu na tym blogu ukazał się post "Everyday heros 2017", który zapoczątkował akcję można powiedzieć charytatywną mającą na celu propagowanie pomocy przez klikanie.
Jeżeli chcecie się przyłączyć to zapraszam do poklikania w poniższe linki, to nic nie kosztuje, a możecie wielu istotom pomóc i je uszczęśliwić :
PAJACYK
DOBRYKLIK
PSIKLIK
KOCIKLIK
OKRUSZEK
ADOPTUJ LUB NAKARM PSIAKA
POMAGAJ CODZIENNIE
PUSTA MISKA
INNE KLIKI
ZBIÓRKANABURKA
DIEWALDESEITE
SOLARSITE
OAKS
Dziękuję w imieniu wszystkich potrzebujących za okazane wsparcie! Jeżeli poklikałeś/aś w powyższe linki to zostaw w komentarzu pod spodem serduszko : ♥
Na koniec zostawiam Was z dosyć fajną nutką, która ma taki sam tytuł jak pierwsza część tytułu tego posta.

SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!
Trochę późno, ale lepiej niż wcale ;)
Ps. Tsa, teledysk musicie obejrzeć na YT :(


niedziela, 26 listopada 2017

Seria "Akademia wampirów" - Richelle Mead + wyniki rozdania

Bardzo dawno nie pisałam recenzji książek. Chyba pora to zmienić, tym bardziej, że obok cyklu "Akademia wampirów" nie da się przejść obojętnie?
Seria ta liczy 6 książek. Nie potrafię ocenić każdej z nich osobno, więc postanowiłam przedstawić Wam moją opinię o całości.
Opis empik :
Tylko najlepszy przyjaciel może ocalić ci życie. Zwłaszcza jeśli twój wróg jest nieśmiertelny.
"Akademia wampirów" to cykl powieściowy, który pokochały już miliony czytelników. Często jest porównywany ze "Zmierzchem" Stephanie Meyer. W szkole imienia świętego Władimira wampiry czystej krwi - moroje - uczą się posługiwać swoimi nadnaturalnymi darami, a mieszańce - dampiry - szkolą się na ich opiekunów i oddanych strażników. Posępne mury kryją jednak więcej mrocznych tajemnic, niż można by podejrzewać. Lissie Dragomir, morojce ze szlachetnego rodu, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. 
Czy dampirka Rose, połączona z nią telepatyczną więzią, zdoła ochronić przyjaciółkę?
Umieściłam opis tylko pierwszej części, żeby nie robić spoilerów.
Moja historia z tym cyklem powieściowym zaczyna się dosyć nietypowo, ponieważ wypożyczyłam w szkolnej bibliotece (jeszcze w gimnazjum) "Pocałunek cienia", który jest trzecią częścią AW, w ogóle o tym nie wiedząc. Gdy się skapnęłam, że to o wampirach, a w ogóle to któraś z kolei część to nie spodziewałam się, że mi się to spodoba, ale...
Moja recenzja :
Gdy skończyłam czytać "Pocałunek cienia" byłam załamana tym co się wydarzyło na końcu. Postanowiłam, że choćby się waliło i paliło muszę sięgnąć po kolejne części, które przeczytałam w wersji elektronicznej. Im bardziej zagłębiałam się w fabułę i akcję, tym bardziej zakochiwałam się w książce, aż ostatecznie ją pokochałam. To jest ten typ lektury, który nie pozwoli Ci spać po nocach, od którego się uzależniasz i już zawsze będzie w Twojej pamięci. Gdy skończyłam czytać "Ostatnie poświęcenie" już było po moim umyśle. Zastanawiałam się nad przeczytaniem dwóch pierwszych części, ale pomyślałam, że to bez sensu bo i tak wiem co się wydarzyło aż do czasu gdy obejrzałam film nakręcony na podstawie pierwszej części (do którego jeszcze wrócę) i następnego dnia zaczęłam ów część czytać, a potem drugą... i nie żałuję, bo jak zwykle, świetnie się bawiłam.
Nie czytałam "Zmierzchu", więc się nie wypowiem, lecz różne są o nim opinie, a "Akademia wampirów" nie jest kolejną tanią i tandetną książką o wampirach. Wampiryzm nie jest tu najważniejszy, owszem jest podstawą życia naszych bohaterów, ale jest on bardzo naturalnie potraktowany przez autorkę, jako coś normalnego, a nie główny wątek. Cykl autorstwa Richelle Mead opowiada o prawdziwej i zakazanej miłości, przyjaźni, relacjach społecznych, wrogach podających się za przyjaciół, złamanych sercach, poświęceniach, bardzo dobrze strzeżonych tajemnicach. Powieści pisane są z punktu widzenia Rose, która występuje w nich jako narrator. Rosemarie Hathaway ma niezły charakterek, jest dobra, ale po prostu czasem powie coś zanim pomyśli ;) Jest postacią niezwykle charyzmatyczną, odważną i walczącą o wartości, które są dla niej najważniejsze. Bardzo ją polubiłam, szybko stała się moją ulubienicą. Wbrew pozorom przez "Akademię wampirów" przewija się wiele równie wspaniałych bohaterów, którzy też biorą czynny udział w akcji.
Polecam każdemu, ja nigdy nie byłam fanką wampirów, a się zakochałam.
Moja ocena to 5/5 punktów.
Jak wspomniałam mimochodem, na podstawie pierwszej części nakręcono film, który również skomentuję.
Film mi się podobał, lecz nie uważam, że był konieczny. Ekranizacja lepiej sprawdziłaby się w formie serialu, ponieważ jest tu dużo do opowiedzenia, a niestety reżyser bardzo streścił większość wątków. Dla kogoś kto czytał książkę nie stanowi to problemu, bo łatwo może się domyślić, ale osoba, która z fabułą spotyka się po raz pierwszy może mieć mały problem... Kolejnym minusem jest otwarte zakończenie filmu (które mija się z tym co było w powieści), a kolejnych części już raczej nie będzie bo ta była już zbyt kosztowna. Tym co mi się spodobało jest dobranie aktorów. Według mnie jeżeli chodzi o głównych bohaterów aktorzy są dobrani idealnie, poza Dymitrem, który powinien wyglądać na 24 lata, a nie na 30, ale i tak nie jest taki najgorszy ;) Za to Zoey Deutch jako Rose jest genialna, tak właśnie ją sobie wyobrażałam. Film może do najambitniejszych nie należy, ale jego dosyć szybka i żywa akcja wciąga. Mimo wszystko książka jest jeszcze lepsza, dlatego myślę, że najpierw lepiej zapoznać się z lekturą, a nie ekranizacją ;)
A teraz ostatnia część programu, czyli wyniki rozdania.
Wygrywa los 83, a to oznacza, że zwycięzcą jest...
... wiolkaa93! Gratulacje! Zaraz po opublikowaniu tego posta skontaktuję się z Tobą przez e-mail.
Wszystkim dziękuję za udział, w przyszłości planuję różne rozdania i konkursy, więc może następnym razem to Wy wygracie :)
Czytaliście "Akademię wampirów"? Oglądaliście film? Co sądzicie? Lubicie książki o wampirach?


sobota, 18 listopada 2017

Jak wygląda udział w akcji "Daj włos!"?

Cześć i czołem!
Prawie miesiąc temu wzięłam udział w akcji "Daj włos!" fundacji Rak'n'Roll, oddając moje włosy na peruki dla kobiet walczących z nowotworem. Pewnie słyszeliście o tej akcji, a jeżeli nie to TUTAJ poznacie wszystkie szczegóły, w tym także wymagania dotyczące oddawanych włosów.
Ja ścinałam włosy w salonie fryzjerskim współpracującym z fundacją, ale można to także zrobić samemu bądź w zaufanym salonie. Nie wiem jak u innych fryzjerów (podobno z tym bywa różnie), ale z racji, że oddaję włosy na tę akcję nie musiałam kompletnie za nic płacić. Ani za ścięcie włosów ani za ich wyrównanie.
Moje włosy niedługo przed ścięciem.
Włosy przekazane fundacji (ponad 25 cm). Obok leży oświadczenie, które należy wypełnić przekazując włosy.
Jeżeli ścinało się włosy w salonie współpracującym z Rak'n'Roll to od razu otrzymuje się takie jak na powyższym zdjęciu podziękowania. Jeśli samemu się je wysyła to o ile się nie mylę otrzymuje się je mailowo lub drogą pocztową.
A tu ja, już w nowej fryzurze. Obecnie włosy sięgają mi do ramion.
Wielokrotnie spotkałam się z pytaniem "Czy żałujesz swojej decyzji?". Absolutnie nie! Jestem przeogromnie szczęśliwa z tego, że mogłam wziąć udział w akcji i dać komuś cząstkę siebie by dodać mu sił w walce z chorobą. Szczerze mówiąc ostatnimi czasy długie włosy mi się znudziły, a nawet zaczęły przeszkadzać! Wręcz nie mogłam się doczekać ich ścięcia :D Poza tym podobam się sobie w nowej fryzurze i dużo osób mówiło mi, że ładnie mi w takich włoskach.
Ogromnie zachęcam Was do udziału w akcji, jeżeli macie takie możliwości. Naprawdę warto to zrobić, zwłaszcza jeśli chciałybyście/chcielibyście pozbyć się tych 25 cm. Cóż mogę więcej rzec? Zakończę ten post cytatem, znajdującym się w podziękowaniu za udział w "Daj włos!" :
"Miłość to jedyna rzecz, która się mnoży, kiedy się ją dzieli"


sobota, 21 października 2017

Rozdanie : Wygraj książkę oraz próbki kosmetyków!

Już od dawna planuję zrobić to ostateczne rozdanie z serii : "Wygraj wybraną przez siebie książkę!". Niestety wyszło jak wyszło, a o tym, żeby dodawać jeden post tygodniowo mogę sobie pomarzyć. Przypominam, że jeszcze oprócz tego bloga, mam drugiego gdzie piszę opowiadanie, więc jeśli tu nie ma nowej notki to możliwe, że tam pojawił się nowy rozdział. Właśnie informuję, że rozdział 2 już jest, więc zapraszam serdecznie do lektury :)
Przejdźmy do rozdania.
Książka była czytana tylko raz, posiada małe ślady użytkowania, lecz nie jest to nic strasznego i mocno widocznego.
Nagrody w rozdaniu :
- książka "Księżniczka i żebraczka" - Kate Brian
- próbka kremu "Ziaja med kuracja naczynkowa krem kojąco-rozjaśniający korygujący zaczerwienienia ochrona średnia SPF 20"
- próbka kremu "Charmine Rose active couperose cream krem na rozszerzone naczynia krwionośne, cera mieszana"
- próbka żelu do mycia twarzy "Tołpa : green, men. Oczyszczający żel-peeling do mycia twarzy"
Regulamin :
1. Rozdanie trwa od 21.10.2017 do 21.11.2017.
2. Aby wziąć udział w zabawie należy być publicznym obserwatorem bloga (1 los), ale spełniając dodatkowe warunki można otrzymać więcej losów. Łącznie można zdobyć ich 8.
3. Jedna osoba, która zostanie przeze mnie wylosowana, dostanie wszystkie nagrody.
4. Koszty przesyłki pokrywam ja.
5. Osoba, która zaobserwuje bloga wyłącznie na czas rozdania, zostanie wpisana na "Czarną listę", co oznacza, że nie będzie mogła brać udziału w kolejnych rozdaniach i konkursach na moim blogu.
6. Przesyłka tylko na terenie Polski.
7. Zwycięzca ma 7 dni na podanie adresu do wysyłki, jeżeli tego nie zrobi odbędzie się kolejne losowanie.
8. Rozdanie nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).
9. Udział w rozdania jest równoznaczny z akceptacją regulaminu.
10. Wyniki ogłoszę w nowym poście po zakończeniu rozdania.
Sposoby na dodatkowe losy :
- zaobserwuj mojego bloga z opowiadaniem LINK (+1 los)
- polub mój fanpage na facebook'u LINK (+ 1 los)
- dodaj podlinkowany baner (patrz początek posta) na swojego bloga/stronę (+ 1 los)
- zaobserwuj mnie na instagramie LINK (+ 1 los)
- zaobserwuj mnie na snapchacie : hamsterciara (+ 1 los)
Obserwatorzy sprzed rozdania otrzymują dodatkowo dwa losy.
Wzór zgłoszenia (należy wkleić do komentarza pod tym postem i wypełnić) :
Obserwuję blog jako :
Obserwuję bloga z opowiadaniem : TAK/NIE (nazwa)
Lubię fanpage : TAK/NIE (nazwa)
Baner : TAK/NIE (link)
Obserwuję na instagramie : TAK/NIE (nazwa)
Obserwuję na snapchacie : TAK/NIE (nazwa)
Jestem obserwatorem sprzed rozdania : TAK/NIE
E-mail :
Powodzenia! :)

sobota, 23 września 2017

Wampirzyca z Wierzbowej Zatoczki (1) - Nastoletnia księżniczka

Witajcie gwiazdeczki w pracy blogereczki!
Taki żarcik na początek hehe
No i znowu muszę usprawiedliwić swoją długą nieobecność. Powiem tyle : Technikum okrada z czasu.
Też nad tym mocno ubolewam, ale będziemy musieli pogodzić się z tym, że nie zawsze posty będą pojawiały się regularnie. Chciałabym by było coś chociaż raz w tygodniu, ale nie wiem czy się to uda.
Dawno nie było Simsów, c'nie? Jeżeli liczyliście na kolejną część challengu 100 dzieci, to bardzo przepraszam, ale stwierdziłam, że ta seria na moim blogu nie ma racji bytu. Sami widzicie, że czasami potrafię nic nie napisać przez miesiąc, a w dodatku ta gra jest tylko jednym z tematów mojego bloga, więc posty jej poświęcone pojawiają się dosyć rzadko, a więc oznacza to tyle, że skończyłabym to wyzwanie za 10 lat, a gdzieś po 2 latach już by się to wszystkim znudziło.
Ale nie ma tragedii! Przychodzę do was z nową simową historią (znowu powtórka z rozrywki), która będzie opowiadać o... WAMPIRACH! Tak, w końcu spełniłam swoje marzenie i kupiłam zestaw, w którym był m.in pakiet z wampirami.
Zaciekawieni? To zaczynamy!
A oto nasza główna bohaterka Maxine Wolf i jej mentor oraz przyjaciel, Caleb. Maxine ma 17 lat i jest córką króla wampirów, Johna Wolf'a oraz jego żony, Isabell Wolf. Ma też starszego o rok brata, Matthew. Jako córce pary królewskiej przysługuje jej tytuł księżniczki i związane z nim przywileje. Wampiry rozproszone są po całym świecie, lecz najważniejsze wampirze osobistości (w tym rodzina królewska) zamieszkują Forgotten Hollow.
Związki wampirów i ludzi nie są mile widziane. Tym bardziej, że nastolatka, z którą Matthew się całuje jest karmicielką jego siostry. Karmiciele to ludzie, którzy w zamian za utrzymanie oddają swoją plazmę wampirom. Gdy zostają karmicielami są traktowani jak niewolnicy. Karmiciele są oznaką luksusu. Tylko rodzinę królewską stać na to by każdy jej członek posiadał prywatnego karmiciela. Pomimo tych różnic Matthew i Angelika zakochali się w sobie.
Max nakryła ich na gorącym uczynku. Obiecała dochować tajemnicy.
Dla zabawy wywołała halucynacje u karmiciela swojego brata.

John pije plazmę swojego karmiciela.
A tutaj taki bagol wstrętny się zrobił :(
Maxine zaprzyjaźniła się z Angeliką, więc postanowiła oszczędzić jej utraty przytomności.
Księżniczka odkryła w sobie talent do grania na organach. Akurat wtedy Dwór Królewski odwiedził Caleb.
Nie udało się jej zbyt długo trwać w swoim postanowieniu, lecz żeby za szybko nie stać się znowu głodną, musiała postępować jak na podłego wampira przystało.
Wybrała się w odwiedziny do hrabiego Vlada i odkryła, że jest obłąkany, ponieważ zamieszkał w domu pełnym czosnku!
Caleb zaprosił Maxine na imprezę w Windenburskiej dyskotece.
Dziewczyna po raz pierwszy znajduje się wśród "normalnych" ludzi.
Postanowili posiedzieć przy drinku.
Patrzcie kto przylazł :D Tak, gra toczy się na tym zapisie, gdzie jest Rosalie. Nie martwcie się o nią, zamieszkała razem z Zackiem i swoimi dziećmi w jego domu. Po przeprowadzce urodziła trzecie dziecko.

Jest Rosalie to i Nina przyszła xD Jest wściekła. Może myśli, że Maxine zgapiła od niej fryzurę?
Czasami bywa tak, że nie można liczyć na karmicieli, więc trzeba pójść do gosposi...
Isabell również odkrywa w sobie muzyczny talent.
Candy zaprosiła Max na babski wieczór w barze.
Mam taką teorię : Nina śledzi Maxine xD
Ruda zamówiła drinki dla grupy, lecz swojego nie otrzymała...
...ponieważ ten facet jej go zajumał. W zemście wywoła u niego halucynacje. Niewtajemniczeni śmiertelnicy myśleli, że zwariował.
Koniec części pierwszej! Jak wam się podobało? Koniecznie dajcie znać!

niedziela, 27 sierpnia 2017

Ustronie Morskie

Dzień dobry! Nie napisałam nic tutaj od jakichś... dwóch tygodni? Bardzo was za to przepraszam. Pierwszy tydzień pozwólcie mi usprawiedliwić mi tym, że byłam na wyjeździe w mieście, o którym dzisiaj napiszę czyli Ustroniu Morskim. Drugi tydzień... no cóż... chyba musiałam się trochę poukładać i zmotywować. W każdym razie już jestem i mam zamiar zdać wam foto-relację (udało mi się zrobić tylko niecałe 10 zdjęć) z mojego pobytu w Ustroniu. Zanim zacznę to tak tylko wspomnę, że jest już pierwszy rozdział mojego opowiadania, jak ktoś zechciałby przeczytać to zapraszam TUTAJ
W Ustroniu Morskim (również w ogóle nad morzem) ja i moi rodzice nie byliśmy przez ok. 10 lat. Tak do 7 roku życia pamiętam, że co roku jeździliśmy nad Bałtyk, a najczęściej właśnie do Ustronia Morskiego. Bardzo dużo przez ten czas się zmieniło w tej miejscowości. Te zmiany są w większości pozytywne ;) W tym roku pogoda nam dopisała. Było głównie ciepło, w niektóre dni wręcz upalnie, tylko dwa dni były deszczowe, a któregoś dnia w nocy była burza. Morze również się różnie zachowywało. Zazwyczaj było, że tak to nazwę "umiarkowane", czyli były fale i były "normalnej" jak na Bałtyk wielkości. Pewnego dnia (właśnie z tego dnia pochodzi to zdjęcie) fale były (oczywiście jak na standardy naszego pięknego kraju) ogromne. Był też taki dzień, że praktycznie nie było fal - morze wyglądało jak jezioro. Ucieszyłam się, ponieważ miałam nadzieję na prawdziwe pływanie - nic z tego. Była dosyć ciepła woda i przez to (dosłownie co metr) pojawiała się w wodzie jakaś meduza i tak się ich wystraszyłam, że za dużo sobie nie popływałam.
Widok na wodę z małego mola, które znajduje się w Ustroniu Morskim.
Prawie co wieczór chodziliśmy na spacery po mieście, ale także przychodziliśmy na chwilę popatrzeć na morze. O ile się nie mylę to podczas pierwszego bądź drugiego dnia udało mi się zrobić takie zdjęcie.
Zachód słońca. To zdjęcie akurat zrobiłam jakoś pod koniec naszych wczasów.
Chociaż to zdjęcie zrobiłam bardziej dla siebie by zapisać numery telefonów, które mogłyby mi pomóc gdybym znalazła fokę lub morświna to postanowiłam je także tu opublikować dla apelu... Raczej spotkanie foki czy morświna na bałtyckiej plaży nie jest codziennością, ale mimo to uważam, że każdy powinien wiedzieć jak się w takiej sytuacji zachować. Jeżeli nie wiecie to kliknijcie sobie na to zdjęcie i przeczytajcie, na tej tablicy jest wszystko wyjaśnione. Jeśli nie da się tego odczytać (za co z góry przepraszam) to zapiszcie sobie chociaż podane numery telefonów.
To jest jedna z tych rzeczy, których nie było w Ustroniu dziesięć lat temu - lunapark. Nie jest może ogromny, ale mają tam atrakcje jakie spotyka się w takich wesołych miasteczkach z prawdziwego zdarzenia. Jak widzicie moją diabelski młyn, dosyć potężną kolejkę górską i wiele innych rzeczy do których bym nie wsiadła. Chociaż chciałam się pokręcić w diabelskim młynie, bo nigdy w takim nie byłam to mi i mojemu tacie się to nie udało, bo jakoś tak wyszło, że zwlekaliśmy z tym i zwlekaliśmy...
Pojechaliśmy z naszą przyczepą campingową. Na wycieraczce w środku, jak widzicie zrobiła się taka tęcza, więc postanowiłam ją sfotografować.
Jakbym mogła wrócić z nad morza bez drobnych modyfikacji mojego ciała? Zrobiłam jednego warkoczyka w takich właśnie kolorach.
Oto druga modyfikacja. Tatuaż z henny, jednak on okazał się rozczarowaniem. Pomijam już kwestię tego, że dziewczyna która mi go zrobiła nie namalowała go do końca tak jak był we wzorniku, ani to, że moja mama niechcący rozmazała jego część. Obiecano mi, że będzie trzymał się dwa tygodnie. Minął tydzień, a jego praktycznie nie było. W takim stanie jak widzicie na załączonym obrazku trzymał się 3 dni. Potem kawałek po kawałku zaczął znikać. Jeżeli chcielibyście pobawić się w robienie hennowych tatuaży to bardziej wam się opłaci kupić na Allegro zestaw do ich robienia, niż robić je u kogoś nad morzem.
To na tyle. Byliście nad polskim morzem? Często tam przebywacie? Byliście w Ustroniu Morskim? Też się czymś rozczarowaliście, jak ja tym tatuażem? Zachęcam do pozostawienia po sobie śladu w postaci komentarza!

sobota, 5 sierpnia 2017

Historia mojego projektu edukacyjnego + wyniki rozdania

W końcu, gdy raz na zawsze opuściłam mury gimnazjum, mogę opowiedzieć wam tę historię z życia wziętą jaką jest... mój projekt edukacyjny.
Zanim przejdę do szczegółów mojego projektu, wyjaśnię czym właściwie jest tzw. projekt edukacyjny, bo nie każdy pewnie to wie. Żeby ukończyć gimnazjum trzeba zaliczyć właśnie takie coś. Nie wiem jak w innych szkołach, ale w mojej zawsze odbywało się to w drugiej klasie gimnazjum. Każdy nauczyciel przygotowuje temat, który jest związany z jego przedmiotem. Każdy uczeń drugiej klasy musiał sobie wybrać jeden temat i zapisać się u danego nauczyciela, jeżeli oczywiście były jeszcze wolne miejsca. Osoby, które zapisały się do tego samego projektu zwane są grupą projektową. Jedna grupa projektowa miała jakiś tam limit osób, który chyba ustalał nauczyciel, np. w mojej grupie limit wynosił 5 osób, nie pamiętam czy w innych grupach było tak samo. W każdym razie trzeba było się spieszyć by załapać się do interesującego nas projektu. Zapisy trwały właściwie już od września i być może były jeszcze w październiku.
I co dalej po zapisaniu? Cóż to zależy od nauczyciela i projektu. Często było tak, że prace nad projektem rozpoczynało się w drugim semestrze. Nauczyciel razem z grupą ustalał formę projektu lub też ją narzucał, a formą mogło być naprawdę wszystko : prezentacja, przedstawienie, pokaz mody, wystawa etc. Ale schemat w każdej grupie projektowej wygląda tak samo :
zapisy > praca nad projektem z grupą > prezentacja projektu na forum > oceny > święty spokój ;)
Temat projektu zostaje wpisany na świadectwo ukończenia gimnazjum. Słyszałam, że niby oceny też, ale u mnie na świadectwie znalazłam tylko temat projektu. Legenda głosi, że każdy musi zaprezentować przed większą publicznością swój projekt bo jak nie to nie zda do trzeciej klasy/nie ukończy gimnazjum.
Pora opowiedzieć wam jak to wyglądało u mnie bo... niezupełnie wyglądało to jak na tym pięknym schemacie.
Zapisałam się na projekt edukacyjny z informatyki, skuszona obietnicą mojej nauczycielki, która powiedziała, że każdy zrobi po 4 gify w Gimpie i koniec projektu. Gdy ja i inne 4 osoby z mojej klasy się zapisały, okazało się, że był to tylko żart, a tytuł projektu odzwierciedlał to co rzeczywiście robiliśmy, czyli "Robimy program w Scratchu". Na początku wyjaśniła nam tylko tyle, że będziemy robić grę. Trochę się przeraziłam bo wyobraziłam sobie, że nie wiadomo co tam trudnego będziemy tworzyć, a z drugiej strony byłam podekscytowana bo zawsze marzyłam o zrobieniu własnej gry komputerowej.
Właściwie niedługo po tej rozmowie rozpoczęły się spotkania naszej grupie (a właściwie to niecałej grupy, bo dwóch chłopaków zaczęło się angażować dopiero w kolejnym roku). Okazało się, że praca w Scratchu to właściwie nic trudnego bo musiałyśmy odwzorowywać to co było w książce, którą dała nam nasza pani. W sumie mieliśmy stworzyć 3 animacje + jedną dodatkową, którą sami musieliśmy sobie znaleźć bądź też wymyślić. Dodam, że nie tworzyliśmy tego razem, tylko to było na zasadzie "każdy sobie rzepkę skrobie". Te spotkania odbywały się praktycznie codziennie przed lekcjami. Przyznam wam się szczerze, że chodziłam na nie w kratkę, bo albo o nich zapominałam albo sobie odpuszczałam, bo za opuszczanie tych spotkań nie ponosiło się żadnych konsekwencji. Wkrótce się okazało, że opuszczanie tych zajęć nie było dobrą decyzją bo miałam zaległości. Miałam zrobioną tylko jedną animację. Resztę nadrabiałam w domu. Gdy już jak mi się wydawało, że mam to skończone, okazało się, że nie do końca, ponieważ w jednym zadaniu nie zrobiłam rysunku, tylko poukładałam skrypty.
Przyszedł ten dzień sądu ostatecznego, czyli była informatyka, był maj lub czerwiec i każdy z naszej grupy miał zaprezentować co zrobił (no może oprócz dwóch dziewczyn, które wtedy nie były obecne). No i spanikowałam bo niby coś tam miałam, ale nie dało się tego zaprezentować. Nasza pani była bardzo wyrozumiała, więc pozwoliła mi to dopracować i pokazać klasie w przyszłym tygodniu. Tym razem naprawdę się postarałam i siedziałam z tym do późna, ale wszystko się udało. Gdy przyszłam kolejnego dnia do szkoły, koleżanka powiedziała mi, że pani od informatyki jej powiedziała, że jedzie na wycieczkę, a następnie do końca roku szkolnego nie będzie jej już w szkole, więc ja, ona i jeszcze jedna dziewczyna będziemy zaliczać projekt w trzeciej klasie. Byłam dosyć zdziwiona, ale ucieszyłam się, że przynajmniej mam już wszystko zrobione.
Przyszedł kolejny rok szkolny. Po pierwszej lekcji informatyki zapytałam się nauczycielki, kiedy mogę zaprezentować projekt. Ona powiedziała, że gdzieś za cztery lekcje bo wtedy będziemy robić coś w Scratchu.
Wszystkie prace, które robiliśmy na informatyce (także te z projektu) musieliśmy wysyłać na taką stronkę, która nazywa się "Fronter", możecie kojarzyć bo wiele szkół z tego korzysta. Pewnego dnia weszłam na frontera i skapnęłam się, że moich plików ze Scratcha tu nie ma. Nie pomyślałam o tym, że wraz z nowym rokiem szkolnym aktualizuje się wszystkie sale, tak więc nie dziwota, że w folderze "3B Informatyka", nie znalazłam tego co bym znalazła w "2B Informatyka", bo wraz z aktualizacją tych folderów zostały usunięte wszystkie wysłane przez nas pliki. Fronter był jedynym miejscem gdzie zapisałam wszystkie animacje z projektu, a więc się załamałam. W trzeciej klasie było dużo nauki, więc nie miałam kiedy zrobić tego wszystkiego z powrotem. Zresztą byłam bardzo tym zniechęcona i nie chciało mi się powtarzać wszystkiego od nowa. Koniec końców zajęłam się tym w maju tego roku. W czerwcu miałam już wszystko przygotowane i zapytałam się pani czy w przyszłym tygodniu mogę zaprezentować mój projekt. Zgodziła się. Na następnej lekcji było trochę zamieszania bo logowaliśmy się do szkół średnich. Zapytałam się jej co z tym projektem i nasza rozmowa wyglądałam mniej więcej tak :
Nauczycielka : A to jest taki projekt na dodatkową ocenę, prawda?
Ja : Nie, to jest projekt edukacyjny.
Nauczycielka : Projekt edukacyjny?
Ja : *tłumaczę się, dlaczego nie przedstawiałam go w drugiej klasie*
Nauczycielka : Dziwne... wydawało mi się, że ja ci ten projekt zaliczyłam w tamtym roku.
I tutaj w sumie kończy się ta pokręcona historia. Przez całą trzecią klasę stresowałam się tym projektem, a na końcu okazało się, że on był już dawno zaliczony...
Do tej pory nie wiem jaką ocenę dostałam za niego, bo jak wspominałam na świadectwie mam tylko wpisany jego temat.
Koniec już tej dosyć długiej anegdotki, pora przejść do wyników rozdania.
Wygrywa los 39, a to oznacza, że zwycięzcą jest...

Klaudia M! Gratuluję! Od razu po napisaniu tej notki skontaktuję się z Tobą.
W niedalekiej przyszłości spodziewajcie się jeszcze co najmniej jednego rozdania ;)
Też robiliście projekty edukacyjne? Mieliście jakieś wpadki z życia szkolnego? Koniecznie się tym podzielcie w komentarzu!

piątek, 28 lipca 2017

Ptaszkow, Kundel i Rasowiec

Cześć gwiazdeczki! Dzisiaj przychodzę do was z nietypowym postem, ponieważ mam zamiar zaprezentować w nim moją literacką twórczość.
Na początek - rzecz, o której niektórzy z was już pewnie wiedzą. Założyłam bloga z opowiadaniem. Bardzo długo zbierałam się by to zrobić. W tamtym roku wymyśliłam fabułę, a w czerwcu tego roku zaczęłam pisać. Dopiero wczoraj opublikowałam prolog. Powieść nazwałam "Ptaszkow".
Oto opis :
Klementyna właśnie ukończyła 13 lat i wybiera się do gimnazjum. Pewnego dnia na jej drodze staje tajemnicza "różowowłosa". Kim tak naprawdę są dla siebie na pozór nic nie mające ze sobą dziewczyny? Dlaczego Diana zaginęła? Dlaczego Klementyna nigdy nie poznała swojego ojca? Jakie są inne sekrety jej rodziny? 
Od razu zaznaczam, że to opowiadanie nie ma nic wspólnego z The Sims 4. Tej gry użyłam tylko i wyłącznie po to by stworzyć postacie, które mogą godnie reprezentować bohaterki z okładki.
Serdecznie zapraszam wszystkich ciekawych do śledzenia tej historii na : https://ptaszkow.blogspot.com/
Ale to nie koniec moich wypocin. Mam jeszcze dwa wiersze (zaskoczyłam sama siebie tym, że je napisałam), które powstały mniej więcej tydzień temu. Tak się akurat złożyło, że o czymś rozmyślałam i w taki oto artystyczny sposób postanowiła przelać swoje myśli na papier.
Oto i moje "dzieła" :
Kundel
Dlaczego?
Żyję wśród takich ludzi, niektórzy są moją rodziną.
Dlaczego?
W sterylizacji widzą problem, ale nie widzą problemu by zabijać całe mioty.
Dlaczego?
Czasem dla kaprysu zostawiają jednego, a resztę pozbawiają życia.
Dlaczego?
Zamiast się wysilić i poszukać im domu, wolą pozbawić szansy na życie już na starcie.
Dlaczego?
Czy to lenistwo?
Czy to brak empatii?
A może przekonanie, że kundel to nie człowiek, więc można z nim zrobić cokolwiek.

Rasowiec
Kupił Janusz suczkę bez rodowodu.
Rasowca!
Swoimi kilkoma setkami wsparł zbrodniarzy.
By mieć rasowca!
Teraz suczka dorosła, więc Janusz dopuści do niej psa sąsiada.
Rasowca!
Teraz ma szczeniaki, które sprzeda na targu z żywym towarem.
Bo ludzie lubią rasowce!
Gdy już raz zarobił na tym biznesie okrutnym, czeka na kolejną ruję.
By mieć małe rasowce... nie, chodzi mu o pieniądze!
Jego suczka po kilku latach zdycha, przytłoczona ciężarem macierzyństwa, 
A Janusz zagląda do internetu.
Interesują go tanie rasowce!
Chcesz rasowca?
Wolisz z rodowodem czy bez?
Bez?
Wiedz, że Janusz kupił za Twoje pieniądze nowy telewizor.
A co z jego rasowcem?
Siedzi zabiedzony w piwnicy.

Jak widzicie moje wiersze są o takiej, że tak to nazwę "psiej patologii", czyli o tym jak duża część społeczeństwa (przynajmniej polskiego) traktuje swoje pupile. W jednym poruszam problem braku szacunku dla własnego zwierzęcia (o sterylizacjach i kastracjach nawet nie wspominam), a w drugim pseudohodowli. Te wiersze może nie są piękną poezją, ale są krzykiem obrońcy zwierząt, który zmusza pewnych ludzi do refleksji. W obu wierszach posłużyłam się przykładem psów, ale ważne dla mnie jest tak samo dobro innych zwierząt domowych. Kiedyś jeszcze poświęcę tym tematom osobną notkę, a teraz jedynie przedstawiłam wam moje refleksje w takiej postaci.
Przeczytaliście prolog "Ptaszkow"? Koniecznie napiszcie na moim drugim blogu w komentarzu co sądzicie.
Co myślicie o moich wierszach? Też jesteście przeciwni temu o czym w nich opowiadam? Koniecznie podzielcie się swoją opinią!

piątek, 14 lipca 2017

Moja pielęgnacja cery trądzikowej

Witajcie kochani! Jako, że niedawno rozwodziłam się nad tym jak powinna wyglądać pielęgnacja twarzy, postanowiłam pokazać wam z jakich produktów ja korzystam. Jako, że niestety póki co jestem posiadaczką cery trądzikowej do takiej też głównie przeznaczone są moje kosmetyki.
Jeżeli nie czytaliście notki, w której opisałam jak powinna wyglądać pielęgnacja twarzy to zapraszam TUTAJ
Jak wiadomo oczyszczanie skóry to podstawa. Ja od jakiegoś czasu używam tej oto antybakteryjnej pianki myjącej z Barwy Siarkowej. Dobrze myje i nie podrażnia. Kosmetyki z firmy Barwa można kupować z czystym sumieniem, ponieważ są cruelty-free (nietestowane na zwierzętach). Jeżeli nie wiecie czym jest testowanie na zwierzętach i jak wygląda to proponuję przeczytać mój post, w którym to wyjaśniam TUTAJ
Kolejna rzecz, czyli tonik. Jak widzicie używam toniku antybakteryjnego z Ziaji. Ma takie same plusy jak poprzedni produkt : dobrze się sprawdza, cruelty-free i niedrogi.
Pora na krem nawilżający. Tak samo jak pianka myjąca jest z Barwy Siarkowej. Dobrze nawilża, szybko się wchłania i nie czuć go na twarzy. Reszty plusów Barwy chyba nie muszę wymieniać ;)
Charmine Rose Aza Ultra Care Cream, czyli krem z kwasem azelainowym, przeznaczonym dla osób mających problem z trądzikiem, używam go jako kremu na noc. Jest to najlepszy preparat zwalczający pryszcze, jakikolwiek miałam. W dużej mierze dzięki niemu bardzo poprawił się stan mojej cery. Gdy posmaruje się nim twarz, efekty widać już na drugi dzień. Wszelkie krosty po kilku dniach całkowicie znikają, po za tym krem pozbawił mnie też wielu blizn potrądzikowych. Jeżeli chodzi o kwestię testowania na zwierzętach to tu pojawia się problem, ponieważ nie wiadomo jakie jest stanowisko producenta w tej kwestii. Nigdzie w internecie nie można znaleźć rzetelnych informacji co do tej firmy.
I ostatnia moja rzecz, czyli peeling Pharmaceris T, Puri-Sebopeel. Wykonuję go dwa razy w miesiącu. Skutecznie pomaga w walce z pryszczami, a skóra po nim jest super wygładzona. Niestety, ale kosmetyk ten nie jest cruelty-free, więc nie kupię go gdy mi się skończy, ale wam oczywiście pozostawiam wybór.
Lista moich specyfików do cery trądzikowej dobiegła końca. Dajcie znać jakich wy używacie do pielęgnacji swojej twarzy i czy używaliście, którychś z powyższych. Miłego weekendu! :)