Ariana dla WS | Blogger | X X

niedziela, 14 lipca 2019

Prawda boli

Ostatnio po rozmowie z moją przyjaciółką, której morał brzmiał mniej więcej tak "Ludzie niby chcą prawdy, ale gdy ją usłyszą to nie są zadowoleni" naszła mnie pewna rozkmina, którą postanowiłam się z Wami podzielić. Jak tytuł posta wskazuje - "Prawda boli". Co mam na myśli? Z moich obserwacji wynika, że większość ludzi boi się prawdy. Powody tego są naprawdę różne. Jedni nie są szczerzy ze sobą, drudzy tkwią w ideologii, a trzecim prawda nie jest na rękę. Albo wszystko naraz. Jakieś przykłady? Proszę bardzo.
Osoby ślepo wyznające religię X, które są zamknięte na wszelkie argumenty przemawiające na niekorzyść ich wiary.
Osoby ślepo wpatrzone w naukę, twierdzący, że jak nauka czegoś nie udowodniła to na 100% dane zjawisko nie istnieje.
Feminazistki, które zaprzeczają, że kobiety z natury są nieco słabsze fizycznie od mężczyzn.
Osoby uzależnione od czegokolwiek, które temu zaprzeczają.
Frutarianie, którzy nie mogą przyjąć do wiadomości, że ich dieta jest bardzo niedoborowa i na dłuższą metę może być bardzo szkodliwa.
Weganie, którzy mówią, że produkty odzwierzęce są rakotwórcze, mimo, że tymczasem posiadają one wiele cennych makro i mikroelementów.
Osoby będące na diecie ketogenicznej, uważające, że jest to jedyna słuszna dieta dla wszystkich.
Wściekająca się osoba otyła o to, że na zadane przez nią pytanie "Czy jestem gruba?" ktoś odpowiedział twierdząco.
Anorektyczka zaprzeczająca temu, że je za mało i właściwie to ledwo stoi.
Osoba będąca w toksycznym związku mówiąca wszystkim na około, że jej związek jest cudowny...
... i wiele, wiele innych. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. Gdyby ktoś chciał się przyczepić - nie, nie zamierzam atakować żadnych grup ludzi przedstawionych w przykładzie. Niech każdy żyje tak jak chce, to jego sprawa. Bo problemem nie jest to, że ktoś jest frutarianinem - problemem są towarzyszące temu ideologia, brak otwartości czy brak szczerości ze sobą. Nie mówię też, że wszyscy frutarianie tacy są, bo na pewno tak nie jest, ale jednocześnie widzę, że istnieje spora część ludzi, która taka jest.
Ale skąd to właściwie się bierze? Dlaczego ludzie tkwią w ideologiach, czemu zaprzeczają prawdzie, wręcz ją wypierają? Temat ideologii (nawet na moim przykładzie!) rozwinę bardziej w przyszłych postach, ale mniej więcej z mojego doświadczenia wynika, że w to badziewie popadają osoby nie mające własnej tożsamości, chcące "podczepić się" pod jakąś grupkę i mieć gotowy przepis na życie, słabe psychiczne, dające sobą łatwo manipulować, mające skłonności do popadania w ideologie. Brak otwartości na racjonalne argumenty wykraczające poza naszą bańkę, brak szczerości ze samym sobą czy niechęć do wykraczania poza naszą strefę komfortu bardzo często łączą się z byciem w ideologii, wręcz są jej objawami. Przecież tak łatwo przyjąć za nieomylną prawdę to co mówi dana religia bądź sekta i żyć według tego. Unikać ateistów mających sensowne argumenty. A najlepiej to w ogóle unikać ludzi, którzy nie wyznają tego co my. Ignorować głos rozsądku, który mówi, że to co robimy może nie jest takie do końca dobre. Przecież to takie wygodne by iść za tłumem, słuchać danego guru, nie przemęczać się samodzielnym myśleniem. No i przy okazji mamy odpowiedź na te wszystkie jakże straszne pytania, które spędzają sen z powiek naukowcom i filozofom typu "Jak powstał świat?", "Czy Bóg istnieje?", "Czy życie ma sens?" itd.
Inną przyczyną, tego, że prawda "nas boli", która przyszła mi do głowy jest nasza kultura zakłamania i sztucznego uśmiechu. Wiecie co często charakteryzuje osoby chorujące na depresję? Uśmiechają się. Cieszą się. Wręcz WYDAJĄ się być wiecznie radosne. Dlaczego? Nie chcą martwić swoimi problemami swojej rodziny czy znajomych. Oto właśnie skutek tych wszystkich "wypada, należy, co ludzie powiedzą". Ile Ty sam/a na pytanie "Co tam?" odpowiadałeś/aś "Wszystko dobrze.", choć wcale tego nie czułeś/aś. No, ale tak przecież wypada. Przecież wypada iść na studia, choć może wcale nie czujesz takiej potrzeby. Później wypada wziąć ślub. Mieć dzieci, choć może wcale ich nie chcesz. Siedzieć cicho i przytakiwać, gdy masz inne poglądy niż środowisko, które Cię otacza. Czy więc nasza kultura niejako uczy nas zakłamania? Skoro tak świetnie przez całe życie nauczyliśmy się kłamać, zaprzeczać naszym potrzebom, żyć "pod publikę" to jak możemy chcieć zmierzyć się z prawdą? Skoro jesteśmy przyzwyczajeni do kłamstwa to co w tym dziwnego, że obawiamy się prawdy? Może to wpływa na to, że prawda "nas boli"? Z tą refleksją Was zostawię.
Co na ten temat sądzicie? Też zauważyliście, że prawda "boli" większość naszego społeczeństwa? Może sami u siebie zauważyliście tego typu zachowania? Co według Was jest przyczyną takiego stanu? Koniecznie podzielicie się Waszymi przemyśleniami!
Btw. w poniedziałek opublikowałam Rodział 9 mojego opowiadania Ptaszkow. Więcej zdjęć znajdziecie na moim Instagramie.
Do następnego!

piątek, 21 czerwca 2019

Jak pozbyłam się łupieżu? Moje sposoby

Źródło zdjęcia: https://www.hellozdrowie.pl/domowe-sposoby-na-lupiez-czego-warto-sprobowac/
Obrabiałam ja.
Cześć! Jakiś czas temu opublikowałam moją recenzję szamponów przeciwłupieżowych. Wspomniałam w niej, że pozbyłam się tego problemu. Pomyślałam, że dobrze będzie podzielić się z Wami moim doświadczenie w tym temacie.
Pokrótce przedstawię Wam moją historię. Najgorszy łupież jaki miałam w życiu miał swoje początki gdzieś na początku mojego okresu dojrzewania, czyli pod koniec szkoły podstawowej i ciągnął się trochę przez gimnazjum. Według mnie był straszny. Na mocno przetłuszczających się włosach miałam pełno białych płatów, a skóra głowa była podrażniona i swędziała. Nie pomagały żadne szampony przeciwłupieżowe ani inne cuda. Z mamą myślałyśmy, że może to wynik dojrzewania, tak ma być i w bliżej nieokreślonej przyszłości minie. Nic bardziej mylnego. Najśmieszniejsze w tej historii jest to, iż rozwiązanie przyszło samo, kiedy go nie szukałyśmy. Gdy miałam 13-14 lat zaczęła się moja fascynacja kosmetykami. Testowałam tony szamponów, kremów, maseczek, peelingów itp. i dziwiłam się czemu wszystkie się nie sprawdzają. Pewnego dnia była u mnie przyjaciółka (pozdrawiam Cię Ewelino, jeżeli to czytasz :) i opowiadała o tym, że wiele kosmetyków myjących ją podrażnia, ponieważ zawierają one SLS/SLES. Gdy już pojechała do domu, postanowiłam przyjrzeć się składom moich kosmetyków (chyba po raz pierwszy w życiu!) i odkryłam, że w większości z nich na bardzo wysokim miejscu ma Sodium Lauryl Sulfate (SLS) bądź Sodium Laureth Sulfate (SLES). Obie te substancje to bardzo silne detergenty używane w kosmetykach myjących, w celu głębokiego oczyszczenia z brudu, im tego więcej, tym kosmetyk zazwyczaj lepiej się pieni. W tym momencie wszystko zaczęło mi się dodawać. Podrażniona skóra twarzy - żel do twarzy z SLS/SLES, podrażniona po każdym myciu skóra na całym ciele - żel pod prysznic z SLS/SLES, podrażniona skóra głowy i łupież - szampon z SLS/SLES. Od tamtej pory zawsze zanim kupię jakiś kosmetyk - sprawdzam jego skład. Oprócz tych dwóch istnieją też inne substancje, które mogą mieć właściwości podrażniające, które znajdziecie TUTAJ. Te dwa są najpopularniejsze, ale jeżeli mamy wrażliwą skórę należy unikać także tych, wymienionych na zalinkowanej przeze mnie stronie. Od razu wspomnę, że nie każdy musi ich unikać - jest to kwestia indywidualna. Jedni są na to bardziej wrażliwi, drudzy mniej, a dla trzecich to w ogóle nie robi żadnej różnicy. Jednak jak widać ja oraz moja przyjaciółka należymy do wrażliwców :) Gdy zaczęłam wybierać szampony bez tychże dodatków oraz z jak najbardziej naturalnym składem - moja skóra głowy mega się poprawiła, a łupież uspokoił. Jeżeli chcielibyście poznać głębiej temat składów kosmetyków to polecam tę grupę na facebook'u LINK.
Może to niektórych zdziwi, ale według moich obserwacji drugim powodem powstawania łupieżu może być zła dieta. Co mam na myśli? Przede wszystkim wszelkie bardzo przetworzone, śmieciowe jedzenie (słodycze, fastfoody), a także cukier. Przede wszystkim mam na myśli cukier rafinowany w postaci sacharozy, ale także inne słodziki. Można znaleźć je wszędzie, nie tylko w cukierniczce - często sami dodajemy go sobie do herbaty czy kawy, do różnych deserów, w gotowych produktach także go nie zabraknie - napoje, soki, wody smakowe, pasty do pieczywa, pieczywo, płatki śniadaniowe, wędliny... nigdzie go nie brakuje. Jak temu zaradzić? Jeść żywność jak najmniej przetworzoną (jak to mówi moja ulubiona dietetyczka - żywność, która urosła bądź się urodziła, a nie została wyprodukowana w fabryce), czytać składy, zamiast dziwnych napojów pić zwykłą wodę oraz wywalić cukier i inne słodziki z diety, bądź chociaż je ograniczyć. Takie zmiany w diecie nie tylko pomogą w wyleczeniu łupieżu, ale także w ogólnym polepszeniu Waszego zdrowia oraz samopoczucia. Czasami jednak jest tak, że dieta wydaje się być odżywcza, nie ma w niej za dużo przetworzonego jedzenia, a łupież bądź jakieś inne dziwne stany występują. Może być to nietolerancja pokarmowa. O nietolerancjach pokarmowych na pewno napiszę jeszcze nie jeden post, gdyż sama na nie cierpię. Jeżeli podejrzewacie, że możecie reagować źle na jakiś produkt - należy wykonać testy na nietolerancję pokarmową, a nietolerowane pokarmy wykluczyć z jadłospisu. Od siebie mogę dodać, że gdy przestałam jeść gluten i nabiał (a potem jeszcze kilka innych rzeczy, bo to nie są moje jedyne nietolerancje) łupież się zmniejszył. Jest jeszcze jedna rzecz, w diecie, której moim zdaniem należy się przyjrzeć w kontekście łupieżu. Wcześniej pisałam o cukrze, to i teraz napiszę o cukrze, a konkretniej o całej grupie węglowodanów. Obecnie często zapominamy, że przecież cukier to wszystkie węglowodany. Mogą być one zróżnicowane pod względem budowy, ale ostatecznie wszystkie one rozkładają się w naszym organizmie do glukozy i fruktozy. Nie chcę, żebyście teraz myśleli, że zamierzam demonizować węglowodany i sugerować Wam, że macie je odciąć całkowicie, bo nie to jest moim celem. Owszem, jestem zdania, że dobrze zrobione diety ketogeniczne, karniwora i inne wysokotłuszczowe mogą być bardzo korzystne, ale jednocześnie nie oznacza to, że wszyscy muszą być na takiej diecie, tym bardziej jeżeli ktoś się czuje dobrze na węglach. Natomiast problem z węglami jest taki, że przez ich zbyt duże spożycie możemy mieć różne problemy zdrowotne w tym także łupież. Z tego co zauważyłam Polacy lubią jeść dużo produktów węglowodanowych (pieczywo, makarony, ziemniaki, płatki etc.) na czym cierpi białko i tłuszcz (zwłaszcza to drugie, którego niepotrzebnie się boimy). Nie musimy mieć węglowodanów w każdym posiłku. U mnie bardzo dobrze sprawdza się śniadanie białkowo-tłuszczowe, najczęściej są to jakieś swojskie kiełbaski, parówki z dobrym składem lub jakieś mięsko, które zostanie z obiadu, bądź podroby (wątróbka jest bardzo odżywcza, sprawdźcie sami ile zawiera witamin i minerałów) czasami w towarzystwie warzyw, ale najczęściej bez. Jeżeli możecie jeść jajka (ja niestety mam na nie nietolerancje) to też będą one dobrym pomysłem na takie śniadanie. W taki sposób możecie zamienić przykładowo bułkę pszenną z dżemem, płatki z mlekiem itp. (inaczej cukier z cukrem, zero wartości odżywczych) na dobrej jakości mięso czy jaja (pełnowartościowe białko i tłuszcze, pełno witamin i minerałów). Myślę, że do śniadań białkowo-tłuszczowych jeszcze kiedyś wrócę, gdyż mają wiele korzyści.
Czasami jest też tak, że mamy jakieś nawyki bądź tiki nerwowe, polegające na drapaniu skóry głowy (przynajmniej ja tak kiedyś miałam) i poprzez naruszenie naskórka sami de facto sobie ten łupież tworzymy. Wtedy rozwiązaniem będzie przezwyciężenie tego nałogu.
To tyle co na tą chwilę wiem o skutecznych rozwiązaniach na łupież. Czy zmagaliście się bądź zmagacie się dalej z łupieżem? Jeżeli go wyleczyliście to co Wam pomogło? Wypróbujecie moje sposoby? Co o nich sądzicie?

niedziela, 9 czerwca 2019

Klej do butów sportowych TADAM

Jeżeli myślicie, że moja dłuższa nieobecność w blogosferze jest spowodowana strajkiem to... nie pomyliście się, lecz nie moim, a nauczycieli. A konkretniej nadrabianiem materiału po tymże proteście. Jeżeli lubicie czytać moje wypociny to możecie im serdecznie podziękować ;)
Ale dzisiaj porozmawiamy sobie o czymś przyjemnym :)
Mianowicie jakiś czas temu znowu dostałam zaproszenie do współpracy, tym razem do przetestowania dostałam klej do butów sportowych firmy TADAM. Do czego służy i jak się sprawdza? Jeżeli chcecie się dowiedzieć to zapraszam do dalszej części posta.
Jak widzicie, wraz z klejem dostałam przeuroczy breloczek, który doczepiłam sobie do kluczy.
Tak prezentuje się opakowanie z każdej strony.
Tak wygląda już bez pudełeczka.
Treść ulotki:
(kliknij, żeby powiększyć)
Opis producenta:
TADAM to klej do samodzielnej naprawy butów sportowych. Ma konsystencję żelu, jest przezroczysty. Łatwy w użyciu i bardzo skuteczny. Klei natychmiastowo. Odpowiedni do skóry, tkanin, tworzyw sztucznych. Służy do naprawy podeszew, wkładek, brzegów, obcasów, nosków. Odporny na czynniki atmosferyczne. Naprawionego obuwia nie trzeba wystawiać na powietrze do wyschnięcia. Klej nie zawiera rozpuszczalników i nie jest łatwopalny.
Moja opinia:
Tym razem znowu poprosiłam mojego tatę by pomógł mi w testowaniu, gdyż miał akurat kilka rzeczy nadających się do naprawy. Klej świetnie radzi sobie z klejeniem skór, tworzyw sztucznych i tkanin. Mój tata używał go do sklejenia butów, podeszew, dętki rowerowej, a nawet mojego długopisu, który był wadliwy. Oboje jesteśmy bardzo zadowoleni z efektów. Produkt zgodnie z tym co znajdziemy w opisie jest trwały, szybko zasychający, niewidoczny, a także elastyczny. Możemy polecić go Wam z czystym sumieniem.
Nasza ocena to 5/5 punktów.
Mieliście kiedyś do czynienia z tym klejem? Jak Wam się sprawdził? Koniecznie dajcie znać co sądzicie!

niedziela, 21 kwietnia 2019

Szampony przeciwłupieżowe Catzy Healing

Jakiś czas temu dostałam propozycję przetestowania szamponów przeciwłupieżowych marki Catzy Healing. Jako, że uwielbiam testować różnego typu kosmetyki bardzo chętnie się zgodziłam. Dzisiaj podzielę się z Wami moją opinią.
Tak prezentują się butelki szamponów, bez pudełek:
Opis oraz skład szamponu przeciwłupieżowego do każdego rodzaju włosów (tego czerwonego):
Opis oraz skład ziołowego szamponu przeciwłupieżowego do włosów przetłuszczających się (zielonego):
Moja recenzja:
Jeżeli chodzi o mnie to szczerze powiedziawszy nie używałam ich wiele razy. Osobiście na szczęście nie borykam się już z łupieżem (jeszcze kilka lat temu był dla mnie meeega problemem, ale udało mi się go pozbyć), więc nie mogę Wam powiedzieć czy skutecznie leczy tę przypadłość. Niestety wysuszył mi dosyć włosy, aczkolwiek zdaję sobie sprawę z tego, że nawilżenie włosów w tym przypadku nie było piorytetem producenta. Po za tym może nie aż tak bardzo jak to potrafiły inne tego typu kosmetyki, ale podrażnił mi trochę skórę głowy, co objawiało się jej swędzeniem. Myślę, że to podrażnienie "zawdzięczam" składnikowi jakim jest "Sodium Laureth Sulfate" (SLS), gdyż jest to dosyć silny "oczyszczacz", a jako, że ja mam bardzo wrażliwą skórę głowy i właściwie to na całym ciele, tak silne substancje ją podrażniają. Jednak to czy SLS będzie Was podrażniał jest sprawą bardzo indywidualną, gdyż sporo osób twierdzi, że nie mają problemów z kosmetykami, w których on się znajduje.
Poprosiłam o przetestowanie tych produktów także mojego tatę i babcię. Tata mył głowę zielonym, a babcia czerwonym. Mój tata twierdzi, że nie ma żadnych zastrzeżeń. Wiem, że niezbyt szczegółowa opinia, ale nie spodziewajmy się wiele po mężczyznach :) Moja babcia natomiast mówi, że "nie jest najgorszy", ale miała po nim trochę sztywne włosy, jakby właśnie przesuszone.
Nasza ocena to 3/5 punktów
Słyszeliście o tej firmie? Używaliście kiedyś tych szamponów bądź ich innych kosmetyków? Jak Wam się sprawdziły?

niedziela, 24 marca 2019

Trzy lata "Wiejskiego chomiczka"! Smaruję twarz smalcem!

Witajcie kochani!
Ten czas tak szybko leci... Jest 24.03.2019, a dopiero co 24.03.2016 zakładałam tego bloga, a właściwie przenosiłam się z innego, może ktoś jeszcze pamięta te czasy? ;) Tak czy inaczej cieszę się, że przez ten czas mogłam go prowadzić, rozwijać, poznać tak wiele wspaniałych osób, które tu zaglądają, świetnie się przy tym bawiąc. To cud, że jeszcze nie porzuciłam tej strony, bo wcześniej prowadziłam mnóstwo blogów, które po niedługim czasie usuwałam albo przestawałam prowadzić. Hm... może w końcu dojrzałam na tyle by wziąć za blogowanie na poważnie?
Chciałabym z całego serca podziękować Wam wszystkim, którzy obserwują, czytają, komentują. Bez Was nie byłoby sensu pisać. To, że jesteście, udzielacie się, niezwykle motywuje mnie do działania, wymyślania tematów na nowe posty i ruszania swoich czterech liter by coś naskrobać (chociaż czasami jest z tym ciężko). W ramach "uczczenia" tych 3 lat, jak zwykle przy takich okazjach musiałam się wydurnić, ale bądźmy szczerzy... kogo satysfakcjonują same nudne podziękowania? Tak, to nie clickbait, na serio posmarowałam twarz smalcem. Jesteście ciekawi jakie były efekty?
Pewnie zastanawiacie się skąd coś takiego przyszło mi do głowy, czyżbym już całkowicie zwariowała? Otóż pierwszy powód jest taki iż lubię testować różne rzeczy, nawet jeżeli wydają się być one dość nietypowe. Przykładowo w tamtym roku używałam jako maseczek na twarz chyba całej możliwej spożywki... Smalcu użyłam teraz po raz pierwszy, żeby nie było :D Moją drugą motywacją było to, że jak może niektórzy wiedzą albo i nie (wspominałam o tym w którymś poście) mam skórę atopową, co w moim przypadku oznacza tyle, że jest meeega sucha i meeega wrażliwa, a przy tym jeszcze pojawia się trądzik, gdy zjem coś czego nie toleruję (o nietolerancjach pokarmowych jeszcze któregoś dnia napiszę, więc na razie nie wgłębiajmy się w to). Krótko mówiąc - przekichane. Z taką cerą naprawdę ciężko jest znaleźć kosmetyki, które jej podpasują, aczkolwiek na szczęście po wielu latach męczarni chyba w końcu udało mi się dopasować odpowiednie produkty do jej codziennej pielęgnacji, a przynajmniej jestem bardzo blisko. Ostatnio dowiedziałam się co może być przyczyną przesuszonej cery - zbyt mała ilość tłuszczy nasyconych przede wszystkim w diecie, ale także w kremie czy w czymkolwiek innym co nakładamy na ryjka. Skóra składa się głównie z lipidów (tłuszczy), więc logicznym jest, że jej problemy mogą być spowodowane niedoborem nasyconych kwasów tłuszczowych. Wiedząc to zmodyfikowałam nieco swoją dietę zwiększając ilość białek i tłuszczy odzwierzęcych, ograniczając przy tym węglowodany. Zauważyłam poprawę skóry, ale także ogólnego stanu zdrowia, ale dzisiaj też nie o tym :D Jak wiemy smalec to nic innego jak tłuszcz, więc skoro mam suchą mordkę, ponieważ nie potrafi ona wytworzyć odpowiedniej bariery lipidowej to może smalec może ją zastąpić? No to pora na szczegóły!
Mam nadzieję, że Was tymi fotkami zbytnio nie wystraszę, gdyż nie pindrzyłam się tego dnia zbyt mocno, była sobota, także siedziałam cały dzień w domu ;) Tutaj jestem jaka byłam świeżo po wstaniu z łóżka, przed umyciem twarzy.

Tutaj już po umyciu twarzy.


Chwilę po nałożeniu smalcu. Zaczęłam się świecić niczym lampki bożonarodzeniowe, ale tego można było się spodziewać ;P
A tutaj widok po całym dniu chodzenia ze smalcem na ryju, przed wieczornym ogarnianiem się. Jak wrażenia? No niestety się rozczarowałam, efekty chyba są zauważalne na zdjęciach. Skóra się zaczerwieniła i była wyraźnie podrażniona, a także mój eksperyment zatkał mi pory. Sprawił, że wyskoczyło mi kilka pryszczy, z którymi przez kilka kolejnych dni musiałam walczyć. Słyszałam, że niektórzy faktycznie smarują tym twarz i sobie chwalą, cóż... na mnie najwidoczniej to nie działa, bądź akurat mój smalec się do tego nie nadaje. Zamiast tego lepiej zrobię, gdy będę go po prostu jeść xD
Jeżeli ktoś jest takim wariatem jak ja to może próbować to na sobie, aczkolwiek ostrzegam, że robicie to na własną odpowiedzialność bo jak widzicie na załączonym obrazku, niekoniecznie musi się to udać ;)
Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję ze spędzone wspólnie 3 lata.
Podobał Wam się dzisiejszy post? Słyszeliście o smalcu jako antidotum na suchą skórę? Próbowaliście kiedyś nakładać coś dziwnego na twarz?

środa, 13 marca 2019

Najlepsza siłownia na świecie, do której dla każdego karnet jest darmowy + wyniki rozdania

Hello, co u Was słychać? Stęskniłam, się wiecie? To chyba znak, że pora coś napisać.
Jak wiecie od jakiegoś już czasu wszędzie trąbię, że interesuję się zdrowym stylem życia. Przed chwilą właśnie zmodyfikowałam nie co mój opis na blogu i jeszcze w kilku innych miejscach. Umieściłam w nim m.in. takie słowa : Mówiąc zdrowy styl życia ma na myśli zupełnie coś innego niż 5 posiłków dziennie, białko w proszku i zapiernicz na siłce. No i dzisiaj właśnie poruszymy tę ostatnią kwestię.
Czy siłownia jest dobra? Czy siłownia jest zła? Moja odpowiedź jest taka - to zależy. Jeżeli chcemy zbudować mięśnie, pracujemy na zewnątrz i w sumie to jesteśmy całkiem zdrowi, nie mamy jakichś poważnych problemów zdrowotnych typu choroby autoimmunologiczne czy insulinooporność, to tak, siłownia może być ok. Jest tam w końcu dużo specjalistycznego sprzętu, który przy odpowiednim jego używaniu i odpowiedniej diecie pomoże nam wyrzeźbić ładne ciało. Natomiast jeżeli chcesz schudnąć, poruszać się dla zdrowia, ale pracujesz bądź cały dzień siedzisz w pomieszczeniu to już niekoniecznie. A jeżeli dochodzą do tego kwestie takie jak choroby autoimmunologiczne czy insulinooporność to już w ogóle. Dlaczego? Mimo tego, że nieco się rozwinęliśmy i oddaliliśmy od natury to ona dalej nas wzywa. Nie mam na myśli, że dosłownie, ale po prostu do dobrego funkcjonowania naszego organizmu i naszego dobrego samopoczucia jest nam potrzebny kontakt z przyrodą, najlepiej codzienny.
No ok... ale co to znaczy ten "kontakt z naturą"? Tak naprawdę nic wielkiego. Wystarczy po prostu spacer. Do lasu, w pole, na łąkę, do parku, w tereny zielone, gdziekolwiek gdzie mamy taką możliwość. Oczywiście jeżeli chcemy, można też pojeździć na rowerze, rolkach, desce, poćwiczyć, ale najlepsze efekty otrzymamy kiedy będziemy wykonywać te czynności na zewnątrz. Badania pokazują, że wyjścia "w zielone" odstresowują nas (poprzez obniżanie hormonu stresu, kortyzolu), odprężają, wyciszają, poprawiają nastrój, a także regulują nasze hormony, przez co może poprawić się np. nasz sen, jeżeli mamy z nim problemy. W regulacji hormonów bardzo dużą rolę odgrywa słońce, ale nie tylko ono, również też zimno i kilka innych czynników związanych z przebywaniem na zewnątrz. Wiele osób mówi, że gdy chodzą na spacery - chudną, a gdy ćwiczą na siłowni z trenerem personalnym to nie chudną. Ciekawe, prawda? Najpewniej chodzi tu o te wszystkie korzyści, które zapewnia nam przyroda. Świeże powietrze, śpiew ptaków, odczuwanie warunków atmosferycznych - tego nie doznamy na siłowni. Zamiast tego zmierzymy się z ćwiczeniami w klimatyzowanym pomieszczeniu, sztucznym światłem, zamkniętej przestrzeni, zaduchu... Myślicie, że takie warunki są serio dobre dla zdrowia? Szczerze powiedziawszy byłam na siłowni raz z przyjaciółką - pierwszy i prawdopodobnie ostatni. Czułam się tam... nieswojo, ciężko mi było powiedzieć dlaczego, ale naprawdę dziwnie mi się tam ćwiczyło, mimo, że wcześniej ćwiczyłam u siebie w domu, jeździłam rowerem po okolicznych wioskach i spędzałam trochę czasu na siłowniach na dworze. Tak jakby moje ciało podpowiadało mi, że ono czuje się tu niekomfortowo i nie chce tutaj być. Teraz już chyba wiemy dlaczego. A gdy ktoś pracuje cały dzień w biurze bądź innym pomieszczeniu, a potem idzie jeszcze na siłkę do innego klimatyzowanego pomieszczenia no to dokłada swojemu organizmowi kolejnego stresora i nie dotlenia się.
Nie zapominajmy, że chodzenie także pozytywnie wpływa na nasz organizm. Jest to najbardziej dla człowieka naturalny ruch, przy którym oprócz spalania energii pompujemy także krew! Czyli znowu jest to czynność przy której się dotleniamy, poprawia się nasze krążenie, zapewniamy sobie dawkę aktywności fizycznej, nie wpadając przy tym w zadyszkę, jak np. ja przy bieganiu, którego nienawidzę. No i też chodzenie według mnie jest bardzo przyjemne, a w otoczeniu natury to już w ogóle! A co z tymi nieszczęsnymi chorobami autoimmunizacyjnymi i insulinooprnością? Dlaczego dla osób mierzących się z tymi przypadłościami siłownia nie będzie dobrym pomysłem? Gdy nasz układ immunologiczny jest upośledzony i nie tylko, jeśli cokolwiek w naszym organizmie nie działa do końca tak jak powinno, to logicznym jest, że w takiej sytuacji by zapobiec dalszemu rozwojowi choroby musimy jeszcze bardziej dbać o nasz organizm niż przeciętna, zdrowa osoba. Sama mam chorobę autoimmunologiczną jaką jest Hashimoto i wiem co mówię. Dbanie o nasze zdrowie to oczywiście odpowiednia dieta i styl życia, w który wliczamy także odpowiednią aktywność fizyczną. W tym wypadku by nie stresować naszego organizmu sztucznością i wyregulować gospodarkę hormonalną, powinniśmy wybierać aktywność na zewnątrz, najlepiej właśnie ten spacer.
Kolejną kwestią dla której ćwiczenia na siłowni stają się bezsensowne dla osób z powyższymi przypadłościami jest fakt, że w naszym wypadku ćwiczenia z obciążeniem nie powodują budowy tkanki mięśniowej. Wręcz przeciwnie! Potrafią ją spalić. Choroba autoimmunologiczna to w skrócie taka, w której organizm atakuje sam siebie na wskutek upośledzonego układu immunologicznego no i stąd takie kwiatki... Sama wiem po sobie jak to wygląda, bo miałam niedawno taki epizod kiedy to chciałam wyrobić sobie mięśnie i jakież było moje zdziwienie, gdy kilka miesięcy ćwiczeń siłowych nic dało...
Jak spacerować? Wiadomo, że najlepiej by było codziennie, ale nie zawsze mamy taką możliwość. Ja np. spaceruję w czasie wolnym, czyli najczęściej w weekendy i kiedy mam wolne od szkoły np. w postaci ferii. Ile czasu poświęcić na taki spacer? Najlepiej ok. godziny, ale jeżeli np. zamiast tramwaju przejdziemy się 15 minut do pracy/szkoły to też nie będzie źle. Lepiej robić cokolwiek, niż nic. Aczkolwiek zachęcam Was do długich spacerów na łonie natury, a sami zobaczycie, że się od nich uzależnicie ;)
Polecam obejrzeć również filmik dietetyka klinicznego, w którym porusza jeszcze kilka innych ciekawych kwestii dotyczących spaceru, żeby nie było, że sama to wszystko sobie wymyśliłam ;)
Jeszcze raz zachęcam wszystkich do regularnego spacerowania. Nie zaszkodzi, a na pewno pomoże! Zresztą... spróbujcie i przekonajcie się sami ;)
A teraz kolej na wyniki rozdania...
Wylosowany został numer 30, co oznacza, że zwycięzcą rozdania jest...
...Peter49 Ceniacyksiazki! Serdecznie gratuluję! Mam nadzieję, że takimi prezentami ucieszysz swoją żonę i córkę ;)
Spodobał Wam się dzisiejszy post? Lubicie spacerować? A może uprawiacie inną aktywność fizyczną? Jeszcze raz gratuluję zwycięzcy!

wtorek, 19 lutego 2019

"Nie masz dzieci, więc nic nie wiesz, a najlepiej to zamilcz!"

Prowokatorką do dzisiejszego posta jest moja babcia ;)
Od pewnego czasu zaczęłam oglądać na YouTube pewien, interesujący mnie kanał prowadzony przez pewną, interesującą kobietę. Nagrywa ona nieco kontrowersyjne widea, aczkolwiek mi ich forma odpowiada, jest w nich autentyczna, mówi co myśli i nikogo nie udaje. Co według mnie najważniejsze - ma bardzo dużą wiedzę o zdrowiu i psychologii człowieka, którą się dzieli ze swoimi widzami. Na kilka dni pojechałam do mojej babci, a jako, że ona mieszka w bloku i trochę się u niej nudziłam, postanowiłam pooglądać trochę jej filmów. Babcia też trochę słuchała i widać było, że poruszany temat w jednym filmiku ewidentnie nie zgadzał się z jej światopoglądem i zaczęły się pytania...
"A czy ona ma męża?"
"Nie, ma chłopaka."
"A ma dzieci?"
"Nie."
No i się zaczęło... "Nudzi jej się, nie ma co robić bo nie ma dzieci, jakby miała dzieci to by jej się nie nudziło, a tak to nagrywa filmy na YouTube i pewnie na tym zarabia, a w ogóle to jest wulgarna, czepia się innych i nic nie wie o życiu, tralalalala..."
Pomińmy fakt, że osądzanie drugiego człowieka praktycznie go nie znając i nie wiedząc co siedzi w jego głowie jest bardzo niesprawiedliwe (ale niestety moja babcia jest z tego bardzo znana) i często zdradza tak naprawdę to co my myślimy, nie bez powodu w końcu istnieje powiedzenie "nie mierz innych swoją miarą", ale dzisiaj chciałabym się skupić na czyimś innym. Na złych, okropnych, bezdusznych, leniwych i wygodnych ludziach bezdzietnych :) Bo to już nie pierwszy raz kiedy słyszę niepochlebne opinie o tych, którzy nie posiadają dzieci, a dostają te niepochlebne opinie tylko z tego tytułu... Jeżeli chodzi o ten przypadek to co to w ogóle ma do rzeczy, że ona nie ma dzieci? Nie moja sprawa. Porusza wiele ważnych dla mnie kwestii i wiele się od niej dowiedziałam, a także trochę się ubawiłam.
Mam wrażenie, że niektórzy ludzie podobnie postrzegają osoby, które nie posiadają dzieci. Nie rozumiem jak można na tej podstawie wysnuwać jakieś dziwne wnioski typu "nic nie wiedzą o życiu", "tylko zabawa im w głowie", "leniwi są i dzieci nie chcą" itp. A skąd wiesz, że ta para nie ma dziecka, ponieważ któreś z partnerów jest bezpłodne? Albo któreś ma jakąś chorobę dziedziczną i nie chce rodzić chorego dziecka, które by się męczyło tak samo jak on/ona? A może mają obecnie trudną sytuację finansową? A nawet jeśli są zdrowi i niczego im nie brakuje, ale po po prostu nie decydują się na dziecko, to co z tego? Jeżeli nie czują się na siłach to po co mają się zmuszać? Bo tak trzeba, bo tak wypada? To ich życie, nie Twoje, skup się na własnym. Według mnie jeżeli ktoś kategorycznie mówi, że nie lubi dzieci, nie chce ich mieć to może rzeczywiście lepiej, żeby ich nie miał. Znam wiele takich sytuacji gdzie ludzie nieodpowiedzialni, z poważnymi nałogami, toksyczni etc. posiadają potomstwo. I wiecie co? Jest ono nieszczęśliwe bo rodzice go nie szanują, nie zapewniają mu odpowiednich warunków do rozwoju, nie dostaje od nich wystarczająco wiele miłości albo wcale jej nie dostaje... Wiecie co często słyszę od osób, które wychowywane są przez tego typu rodziny? Że wolałyby się nie urodzić. Dlatego może nie wciskajmy każdemu człowiekowi kitu, że "posiadanie chociaż jednego dziecka, a najlepiej całej gromadki to jego obowiązek". Kiedyś przysłuchiwałam się dyskusji moich rodziców, w której mój tata stwierdził, cytuję : "Każdy powinien mieć chociaż jedno dziecko, żeby dostać w d*pę i wiedzieć co to znaczy". Wiecie... poczułam się trochę obrażona gdy to usłyszałam bo poczułam się jakbym była jakimś ciężarem, aczkolwiek mój rodziciel uważa, że nie o to mu chodziło, i że cieszy się, że mnie ma, lecz ta wypowiedź oddaje sens pewnego myślenia o bezdzietnych, przynajmniej w Polsce. Uważam, że jeżeli ktoś chce mieć dzieci to spoko, ale musi pamiętać, że jeżeli się na nie decyduje to nie zawsze będzie różowo. I nie może mieć o to do nikogo mieć pretensji, bo ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, ani absolutnie nie może tego narzucać innym. No i ten słynny argument, wyciągnięty właśnie przez moją babcią "ludzie bez dzieci nic nie wiedzą o życiu". Serio? Serio ktoś uważa, że ludzkie życie ogranicza się tylko do płodzenia i rodzenia potomków? Jakież smutne musi być takie życie. Niektórzy mają też różne pasje, hobby, studiują interesujące ich zagadnienia... A gdy je studiują przez kilka lat no to chyba jakąś wiedzę z danej dziedziny mają, może nawet większą niż Ty, drogi rodzicu?
Podsumowując... Może patrzmy na człowieka przez pryzmat jego osobowości, a nie tego ile dzieci zrobił ;)
Żeby nie było - nie miałam zamiaru dzisiejszym postem urazić żadnych rodziców, a jedynie dać do myślenia tym, którzy uważają, że wiedzą lepiej od danej jednostki jak ten człowiek ma żyć niż ona sama. Myślę, że kiedyś sama bym chciała zostać mamą, ale to moje życie i nikomu nic do tego, tak samo jak nie moją kompetencją jest zmuszać innych do takiej decyzji bądź oceniać ich negatywnie i nie posłuchać co mają do powiedzenia, tylko dlatego, że są bezdzietni... Co to w ogóle ma za znaczenie?
Przypominam o rozdaniu, które organizuję i trwa ono do 8 marca, szczegóły TUTAJ
A wy spotkaliście się z takim przekonaniem? A może sami byliście źle oceniani, ponieważ nie macie dzieci? Co o tym sądzicie? Zachęcam do dyskusji :)

niedziela, 3 lutego 2019

Rozdanie : Wygraj sukienkę oraz lakier hybrydowy do paznokci!

Cześć kochani!
Lubicie rozdania? W takim razie mam dla Was coś co może Wam się spodobać ;) Wygrać u mnie można widoczną na zdjęciu nową, nieużywaną sukienkę (jedynie raz ją przymierzałam) w rozmiarze S oraz lakier hybrydowy do paznokci firmy Niuqi o kolorze PINK 3.
Regulamin :
1. Rozdanie trwa od 03.02.2019 do 08.03.2019 włącznie.
2. Aby wziąć udział w zabawie należy być publicznym obserwatorem bloga (1 los), ale spełniając dodatkowe warunki można zdobyć więcej losów. Łącznie można otrzymać ich 8.
3. Jedna osoba, która zostanie wylosowana przez program komputerowy dostanie obie nagrody.
4. Koszty przesyłki pokrywam ja.
5. Osoba, która zostanie obserwatorem bloga wyłącznie na czas rozdania, zostanie wpisana na "Czarną listę", co oznacza, że nie będzie mogła brać udziału w kolejnych rozdaniach i konkursach na moim blogu.
6. Przesyłka tylko na terenie Polski.
7. Zwycięzca ma 7 dni na podanie adresu do wysyłki, jeżeli tego nie zrobi odbędzie się kolejne losowanie.
8. Rozdanie nie podlega przepisom ustawy z dnia 29 lipca 1992 o grach i zakładach wzajemnych (Dz. U. z 2004 roku Nr 4 poz. 27 z późniejszymi zmianami).
9. Udział w rozdaniu jest równoznaczny z akceptacją regulaminu.
10. Wyniki ogłoszę w nowym poście po zakończeniu rozdania.
Sposoby na dodatkowe losy :
- zaobserwuj mojego bloga z opowiadaniem LINK (+1 los)
- polub mój fanpage na facebook'u LINK (+1 los)
- dodaj podlinkowany banner (patrz początek posta) na swojego bloga/stronę/portal społecznościowy (+1 los)
- zaobserwuj mnie na instagramie LINK (+1 los)
- zaobserwuj mnie na wattpad LINK  (+1 los)
Obserwatorzy sprzed rozdania otrzymują dodatkowo dwa losy.
Wzór zgłoszenia (należy skopiować i wkleić do komentarza pod tym postem, a następnie wypełnić) :
Obserwuję blog jako :
Obserwuję bloga z opowiadaniem : TAK/NIE (nazwa)
Lubię fanpage : TAK/NIE (nazwa)
Banner : TAK/NIE (link)
Obserwuję na instagramie : TAK/NIE (nazwa)
Obserwuję na wattpad : TAK/NIE (nazwa)
Jestem obserwatorem sprzed rozdania : TAK/NIE
E-mail :
Powodzenia! ♥

piątek, 18 stycznia 2019

Nonacne - moja opinia. Czy rzeczywiście skuteczny sposób na trądzik?

Dokładnie rok temu, jakoś w styczniu, zrozpaczona stanem mojej cery przeszukiwałam Internet w poszukiwaniu środka, który pomoże uporać mi się z trądzikiem. Gdy czytałam opinię znanego wszystkim z reklam suplementu diety, Visaxinum, dowiedziałam się, że ów substancja jest średnio polecana - na jednych działa, na drugich nie działa, a na jeszcze innych działa tylko gdy go biorą, a gdy przestają problem powraca. Lecz autor tegoż artykułu wspomniał, że jest o wiele lepszy, naturalny specyfik, który radzi sobie nawet z najbardziej problematyczną skórą, z każdym rodzajem trądziku, zwalczając nie tylko sam trądzik, ale także jego przyczynę. Jest to bohater dzisiejszego posta, czyli Nonacne. Pełna nadziei wygooglowałam jego nazwę i natrafiłam na kolejne pozytywne opinie. Na jaką stronę by się nie weszło, było tam mnóstwo historii osób, które były "ciężkimi przypadkami" i próbowały wszystkiego z zerowymi efektami, a Nonacne im mega pomógł. Dowiedziałam się również, że ten suplement diety najlepiej kupić na stronie producenta, gdyż na innych portalach można trafić na podróbki. I tu zaczynają się schody. Bo oferta producenta jest taka :
No tani to on nie jest, ale skoro wszędzie roi się od zachwalających te tabletki opinii, to może coś w tym jest? Może w końcu pozbędę się tych cholernych pryszczy? Zamówiłam więc jedno opakowanie.
(kliknij, żeby powiększyć)
Polski opis :
Leczenie trądziku nie jest prostą sprawą. Aby wyeliminować czynniki odpowiedzialne za jego występowanie, potrzeba często wiele czasu oraz wysiłku. Nie zawsze jednak udaje się stłumić ognisko zapalne, które bombarduje nas coraz to nowymi niedoskonałościami skórnymi.
Chcąc zapobiegać jak i leczyć takie zapalne zmiany, potrzeba skutecznego, wszechstronnego produktu. Takim jest właśnie Nonacne. Nonacne działa na wiele rodzajów trądziku, likwidując nawet ten, powodowany zaburzeniami hormonalnymi. Dzięki doskonałym, ziołowym składnikom, działaniu przeciwzapalnemu oraz antybakteryjnemu - niweluje wypryski, grudki, krosty, zaskórniki oraz torbiele ropne. Doskonale radzi sobie także z zaczerwieniami.
1. Eliminuje zapalne zmiany skórne i zapobiega pojawianiu się nowych!
2. Działa na wiele rodzajów trądziku, wykazując właściwości przeciwzapalne, przeciwgrzybicze oraz antybakteryjne!
3. Trafia w źródło problemu, eliminując wypryski, krosty, grudki, zaskórniki, a także zaczerwienienia!
4. Posiada całkowicie ziołowy skład, dobrany w oparciu o wiedzę i doświadczenie!
5. Działa kompleksowo, dając pozytywne wyniki nawet w leczeniu trądziku o podłożu hormonalnym!
Składniki aktywne :
Czerwona koniczyna - wpływa na odzyskanie równowagi hormonalnej w organizmie, potrafi ograniczyć nadmierne wydzielanie łoju przez skórę.
Sarsaparilla - redukuje stany zapalne skóry, działając antybakteryjnie oraz przeciwgrzybiczo.
Wyciąg z pestek winogron - działa przeciwzapalnie, nie dopuszczając do pojawienia się wyprysków. Utrzymuje skórę miękką i gładką.
Liście pokrzywy - oczyszczają organizm i neutralizują wolne rodniki. Posiadają właściwości przeciwzapalne i antybakteryjne.
Witamina C - odbudowuje skórę, wspiera produkcję kolagenu i przyspiesza gojenie się ran. Zmniejsza także podrażnienia i zaczerwienienia.
Trzeba im przyznać, że mają bardzo ładnie zrobioną i wyglądającą profesjonalnie stronę internetową. Jeżeli chcecie możecie ocenić sami TUTAJ
A jak to było u mnie? Czy Nonacne mi pomógł?
Wszystko tak pięknie się zapowiadało, ale nie. Praktycznie zero efektów. Jeżeli w czasie stosowania tych kapsułek coś u mnie zmieniło to może co najwyżej zniknęły mi dwa pryszcze i wątpię by była to zasługa Nonacne. Rozczarowałam się niesamowicie i już więcej tego suplementu diety nie zakupiłam. Co ciekawe po zakończeniu nieudanej kuracji, zaczęły się u mnie problemy z nieregularnym cyklem miesiączkowym, a konkretniej ze zbyt krótkimi odstępami pomiędzy jedną a drugą miesiączką. Ale może to tylko zbieg okoliczności, prawda? Dojrzewanie i te sprawy. Początkowo myślałam, że może brałam ten specyfik za krótko by pojawiły się jakiekolwiek efekty. Kusiło mnie nawet by powtórzyć kurację, lecz dalej przeglądając opinie internautów trafiłam na nieliczne komentarze, w których ludzie wypowiadali się, że im Nonacne również nie pomógł. Pewna osoba nawet napisała, że to jedno wielkie oszustwo. Producent wszędzie wypisuje pozytywne opinie swojego produktu oraz umieszcza jego reklamy, a firma prowadząca sprzedaż suplementu jest zarejestrowana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Postanowiłam poszukać więcej informacji na ten temat w ich regulaminie i zobaczcie sami :
(kliknij, żeby powiększyć)
Można tu znaleźć informacje potwierdzające tę tezę. Firma Key Player Limited rzeczywiście jest zarejestrowana w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a regulamin informuje nas, że "mimo dołożenia wszelkich starań nie gwarantujemy, że publikowane opisy produktów nie zawierają niedoskonałości i pozbawione są błędów, dlatego też nie mogą być one podstawą do ewentualnych roszczeń".
Z ciekawości wpisałam w wyszukiwarkę "Key Player Limited" i patrzcie co mi wyskoczyło :
Key Player Limited to profesjonalny producent suplementów, wspomagających odchudzanie i pozwalających się pozbyć wielu problemów ze skórą, czy też łysieniem. Skuteczność działania produktów oferowanych przez firmę potwierdza wielu zadowolonych klientów.
A więc kolejne cudowne suplementy... Tak samo drogie i pewnie tak samo skuteczne jak Nonacne. Ich sklep internetowy jest także dostępny dla Anglików, Niemców i Włochów. Btw. Gdzieś przeczytałam, że Nonacne (i pewnie ich inne cuda również) nie jest dostępny w aptekach. Ciekawe dlaczego...
Trzeba przyznać, że ktoś rozkręcił niezły biznes. Szkoda, że na naiwności osób, które są w stanie zrobić wszystko by pozbyć się swoich problemów zdrowotnych takich jak np. trądzik.
Podsumowując - Nonacne absolutnie u mnie się nie sprawdził. Mało tego, jestem na 99% pewna, że to zwyczajne oszustwo. Fakt, że siedziba firmy znajduje się w Zjednoczonych Emiratach Arabskich sprawia, że podejrzewam iż w ich kapsułkach mogą nawet nie znajdywać się substancje o których pisze producent. Może to być przykładowo jedynie mąka ziemniaczana. Bo jak kraść to miliony, prawda?
Na koniec mam dla Was jeszcze kilka ogłoszeń. Założyłam konto na Wattpad (KLIK), gdzie również publikuję moje opowiadanie, które prowadzę na blogu Ptaszkow. Nowe rozdziały na Wattpad będą się pojawiały tydzień później niż na blogspot. Ostatnio tu i tu pojawił się rozdział 7, także zapraszam do lektury, gdzie komu wygodniej ;) Kolejne informacje. Pamiętacie może jak ogłaszałam powstanie mojego sklepiku graficznego? Wycofałam się z tego. Powód? Brak czasu i brak popytu ;p Za to na blogu pojawiły się dwie nowe zakładki, mianowicie POMAGANIE PRZEZ KLIKANIE oraz CHCESZ POGADAĆ?. "Pomaganie przez klikanie" to podstrona na której umieściłam linki do wszystkich organizacji charytatywnych, jakie znam, którym można pomóc poprzez jedno kliknięcie. Jeżeli chcecie pomóc istotom, które tego potrzebują nie wysilając się przy tym zbytnio to możecie się tam udać. Tym samym prowadzenie mojej corocznej akcji "Everyday heros" staje się bezsensowne, teraz taka możliwość pomocy jest pod ręką przez cały rok. Natomiast do "Chcesz pogadać?" możecie zajrzeć, tak jak nazwa wskazuje, jeżeli macie potrzebę by ze mną pogadać, a właściwie bardziej by pasowało popisać. Usunęłam także ask.fm, jakby ktoś jakiś cudem mnie tam śledził i zastanawiał się co się stało. Hm... to chyba na tyle.
Słyszeliście o Nonacne? Stosowaliście? Pomógł Wam? Też podzielacie moją opinię, że to kolejne oszustwo? Miłego weekendu ;*

niedziela, 30 grudnia 2018

Zalukaj.com i Zalukajfilmy.pl - Prawdziwa strona i Podróbka, czyli o tym, że na oszustów trzeba uważać wszędzie i zawsze

Cześć Wam!
Jakiś czas temu ja i moi rodzice padliśmy ofiarą oszustów. Aż wstyd przyznać, bo sama wielokrotnie ostrzegałam przed czymś takim, a tym razem sama się dałam w to wrobić. Cóż... na przyszły raz mam nauczkę, ale dzięki temu postowi mogę Was przestrzec i może nauczycie się czegoś na moich błędach, a nie koniecznie na własnych...
Zaczęło się od tego, że moja mama bardzo chciała obejrzeć pewien film, ale nigdzie nie mogłam znaleźć go za darmo, więc zaproponowała bym znalazła go na Zalukaj, ponieważ koleżanka jej mówiła, że ma tam konto i nie płaci dużo. Ja na Zalukaj nie mam i nigdy konta nie miałam, więc nie byłam w temat oglądania filmów na tej platformie wtajemniczona. Wpisałam po prostu w wyszukiwarkę "tytuł filmu zalukaj". Pierwszą stroną, która mi się wyświetliła była właśnie ta :
(kliknij, aby powiększyć)
Zwróćcie szczególnie uwagę na adres i tytuł strony, które zaznaczyłam czerwonym kolorem. Adres strony to zalukajfilmy.pl, a tytuł Zalukajfilmy.pl - Filmy i Seriale Online. W pierwszej chwili kompletnie nie zwróciłam na to uwagi, ponieważ jak już wspominałam wcześniej, nigdy tak naprawdę z tą platformą nie miałam do czynienia. A szkoda, bo już po tym można się zorientować, że to najzwyczajniej w świecie podróbka, a nie prawdziwe Zalukaj, które wygląda tak :
Można od razu zauważyć, że obie strony różnią się filmami pokazanymi na swojej głównej stronie, ale ważniejsze jest to, że mają zupełnie inne adresy i tytuły! Adres prawdziwego Zalukaj to zalukaj.com, a tytuł Filmy i Seriale Online. Już po tej subtelnej różnicy można się zorientować, że coś jest nie halo, ale pójdźmy w to dalej. W momencie gdy chcemy założyć konto na fałszywym Zalukaj to wyskoczy nam coś takiego :
Tymczasem na prawdziwym Zalukaj wygląda to tak :
A co gdy chcemy obejrzeć jakiś film?
Podróba :
Znowu te SMS-y... Hm... czy to nie podejrzane? Przyjrzyjcie się jakże pięknej sekcji komentarzy :
Całkiem niedawno dodane... Hm... ciekawe, że te same komentarze, tych samych osób widniały pod innym filmem, jakiś... miesiąc temu?
Zresztą... pokażę Wam komentarze pod innym filmem na tym portalu.
Nie wygląda znajomo? Co ciekawe próbowałam tam dodać swój komentarz. Wpisałam co trzeba, kliknęłam enter i nie wydarzyło się kompletnie nic...
A jak wygląda oglądanie filmów i sekcja komentarzy na prawdziwym Zalukaj? A no właśnie tak :
By to zobaczyć trzeba mieć utworzone konto.
No dobrze... Ale o co chodzi z tymi SMS-ami i czemu to nie jest bezpieczne? Już spieszę z wyjaśnieniami. Oto wycinki z regulaminu strony podszywającej się pod Zalukaj, w całości jest on dostępny TUTAJ.
Jak to wyglądało u nas? Znalazłam na tej platformie film, który moja mama chciała obejrzeć. Pokazało nam się właśnie wcześniej przedstawione okienko, mówiące o tym, że by obejrzeć film trzeba wysłać SMS. Po wysłaniu SMS-a dostaje się kod, który należy wpisać w ów okienku. Gdy się to zrobi to o ile się nie mylę, każą nam tę czynność wykonać drugi raz. Następnie, przekierowuje nas na zupełnie inną stronę (btw. anglojęzyczną), gdzie pokazuje się komunikat, że trzeba założyć tam konto by obejrzeć film. A wiecie jakie pole widnieje w formularzu, który trzeba wypełnić by to konto założyć? Numer karty płatniczej. I w tym właśnie momencie zrezygnowaliśmy.
Jak skończyła się nasza historia? Tego ani żadnego filmu nie obejrzeliśmy, a gdy przyszedł rachunek za telefon, moi rodzice musieli zapłacić za tę nieszczęsną "usługę" 61,50 zł (wysyłaliśmy 2 SMS-y po 30,75 zł).
Z ciekawości otworzyłam regulamin zalukaj.com i spójrzcie, że wygląda on zupełnie inaczej niż powyższy :

To co nam się przytrafiło pokazuje, że trzeba być bardzo uważnym odwiedzając różne strony internetowe, a gdy każą nam wysyłać jakieś dziwne SMS-y to automatycznie powinna w naszej głowie zapalić czerwona lampka! Kiedy będziecie chcieli obejrzeć film na Zalukaj - patrzcie czy oby na pewno jesteście na zalukaj.com, a nie czasem na zalukajfilmy.pl. Bycie czujnym to niestety podstawa w dzisiejszych czasach.
Wiedzieliście wcześniej, że istnieje fałszywe Zalukaj? Padliście jego ofiarą? A może nabraliście się na podobne oszustwo?